Na schyłku dnia
na początku nocy
mniejsza od własnego cienia
bez słowa
odchodzi niema bezbarwna
u brzegu zawieszona łza
I nikt się nie użali
oczy które wiedzą
szarością zatarte
nawet głos struchlały
nie pocieszy
Teraz sama waży swój ciężar
ta której już nic nie ocali
odrobina żalu